Góry

Zimowa Babia Góra w trzech aktach

SOOVAutorzy 3 miesiące temu
Zimowa Babia Góra w trzech aktach

Babia Góra ma w sobie moc przyciągania. Jest nietypowa dla swojego pasma, wręcz niepasująca charakterem do reszty Beskidu Żywieckiego i chyba właśnie dlatego kusi tylu śmiałków. Zimą Diablak jednak przyciąga najbardziej – góra staje się wtedy groźna, niedostępna, ale szalenie widokowa. Przy kiepskiej pogodzie wielu sprowadziła na manowce. Na białym grzbiecie we mgle łatwo stracić orientację, ale przy dobrej aurze daje nieskrywaną radość.

AKT 1

8 lutego ma być słoneczny, bezwietrzny i mroźny. Na Przełęczy Krowiarki meldujemy się po 8:00 i wraz z tabunem innych wędrowców ruszamy w górę czerwonym szlakiem. Wariant ten prowadzi na Babią Górę przez Sokolicę, Kępę oraz Gówniak i dokładnie na te 4 odcinki można podzielić wędrówkę. Pierwszy etap to najostrzejsze podejście – szlak kluczy wśród drzew, a magii dodaje mu biały krajobraz. Na pierwszy szczyt docieramy po godzinie, a nieco wydłużony czas przejścia spowodowany jest ciągłymi mijankami na wąskiej ścieżce. Na Sokolicy w nagrodę czeka na nas platforma widokowa i cudowna wystawa na północne zbocza masywu Babiej Góry.

W zimie roślinność jest schowana głęboko pod śniegiem

W zimie roślinność jest schowana głęboko pod śniegiem

Drugi etap to kilometrowy odcinek pomiędzy Sokolicą a Kępą. W trakcie trzech pór roku prowadzi on kamiennym duktem wśród kosówki, jednak w zimie roślinność jest schowana głęboko pod śniegiem, więc podążamy odkrytym terenem. To właśnie tutaj po raz pierwszy można zobaczyć po lewej Tatry, a za nami pasmo Policy. Odcinek prowadzi umiarkowanie w górę, aczkolwiek coraz bardziej kopny śnieg nieco spowalnia. Po 30 minutach znajdujemy się na wysokości 1520 m n.p.m.

A jak spędzić czas w górach z dziećmi? Sprawdź:

Zimowe Beskidy z dzieckiem – nasze propozycje tras

Etap trzeci to wędrówka grzbietem po szalenie widokowym terenie. Po lewej stronie mamy niezmiennie Tatry oraz wszystkie mniejsze i większe słowackie pasma, natomiast po prawej Beskid Śląski, Żywiecki oraz Mały. Idziemy głównie po równym terenie z kilkoma ostrzejszymi podejściami, a im jesteśmy wyżej, wzmaga się nieco wiatr. Finalnie po 40 minutach osiągamy szczyt Gówniaka i choć jestem zmęczona, to Diablak jest już na wyciągnięcie ręki. Do celu pozostaje zaledwie kwadrans wędrówki. Wierzchołek Babiej jest doskonale widoczny, a trasa przebiega po równym terenie. Czwarty etap jest już samą przyjemnością, kiedy od szczytu dzieli tak niewiele, że ma się pewność zdobycia. Kopuła oblegana jest przez dziesiątki wędrowców, ale daleko jej do tłoku. Co najważniejsze, jest całkowicie bezwietrznie, a widoczność również wyśmienita.

Całkowicie bezwietrznie, a widoczność również wyśmienita

Całkowicie bezwietrznie, a widoczność również wyśmienita

AKT 2

Naszą dalszą trasę można podzielić na dwie sceny – komedię, która niebawem stała się dramatem. Etap pierwszy to zejście z Diablaka do Przełęczy Brona – cudowny, widokowy grzbiet i niewymagająca wędrówka. Ruch turystyczny powoli zanika, a zejście w kopnym śniegu jest czystą przyjemnością. Po 45 minutach osiągamy przełęcz. Scena druga to walka – przede wszystkim z palącym słońcem, bezwietrzną aurą, kopnym śniegiem i zbyt ciepłym ubiorem. W takich okolicznościach przyszło nam zdobywać Małą Babią Górę, która choć niepozorna to daje w kość przez zapowiadane 30 minut. Dramat rozgrywany na czerwonym szlaku ma jednak szczęśliwe zakończenie, ponieważ szczyt Cyla jest szalenie widokowy i spokojny, więc już po chwili nie pamięta się niesfornego podejścia.

Jakuszyce to raj dla narciarzy biegowych. Co zachwyciło tu naszą ekipę?

Narty biegowe w Jakuszycach

AKT 3

Zejście z Cyla przez Bronę aż do Markowych Szczawin to bułka z masłem. O ile kopny śnieg daje w kość pod górę, o tyle w dół oferuje niewiarygodne przyspieszenie. Pierwszy odcinek z Brony do Markowych to praktycznie szus na butach, więc tempo mamy fantastyczne i już po 45 minutach meldujemy się w schronisku. Z Markowych Szczawin w drogę powrotną udajemy się nazbyt oczywistym szlakiem niebieskim, który lasem trawersuje masyw Babiej Góry, a odcinek przewidziany na 2 godziny sprowadza wprost na Krowiarki. Etap ten dłuży się niemiłosiernie – słońce jest coraz niżej, w lesie chłodno, a walorów widokowych brak. Tylko jeden, jedyny raz biała góra na nas spogląda – groźna, majestatyczna, wspaniała. Po 1 h i 30 minutach kończymy 20-kilometrową wędrówkę.

Babia Góra ma w sobie moc przyciągania

Babia Góra ma w sobie moc przyciągania

EPILOG

Dzisiejsza historia zdecydowanie zasługuje na happy end. Przede wszystkim znana z kapryśności Babia Góra okazała się łaskawa – zarówno pogodowo, jak i widokowo, co w zimie jest istnym majstersztykiem w jej wykonaniu. Lubię ją za jej odmienność względem otoczenia, za to, że jest dumną egoistką, czasem groźną, a czasem miłą. Lubię wracać i za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. Polecam każdemu tę babę choć raz poderwać, a nóż okaże się, że będzie z tego szczęśliwy, poważny związek, a nie jakiś tam dramat.

O ile kopny śnieg daje w kość pod górę, o tyle w dół oferuje niewiarygodne przyspieszenie

O ile kopny śnieg daje w kość pod górę, o tyle w dół oferuje niewiarygodne przyspieszenie



Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych w Polityce prywatności.

Akceptuję