Góry

Bieszczady od świtu do zmierzchu – Dział, Rawki i pasmo graniczne

SOOVAutorzy 2 miesiące temu
Bieszczady od świtu do zmierzchu – Dział, Rawki i pasmo graniczne

Stare górskie porzekadło mówi, że w Bieszczady jedzie się tylko raz, a potem się wraca. Właśnie tak od kilku lat ciągnie nas w to pasmo, a zwłaszcza jesienią, kiedy bukowe lasy „płoną”. Tym razem celujemy ambitnie w 30- kilometrową trasę przez Dział, Rawki i pasmo graniczne. Aby zmieścić się w ramach czasowych uznawanych powszechnie za dzień, ruszamy w góry skoro świt.

Zielonym szlakiem na Dział

Obieramy szlak zielony, który prowadzi początkowo łagodnie wśród drzew, potem nieco ostrzej, by na koniec wyprowadzić nas na bardzo widokowy grzbiet. To właśnie Dział. Od tego momentu wędrujemy wśród zboczy oświetlonych wschodzącym słońcem i genialnej panoramy – po lewej Połonina Wetlińska, po prawej pasmo graniczne. Maszerujemy wąską ścieżką wśród traw, a wiatr mimo że chłodny, otula nas swoim przyjaznym ramieniem. Lubię ten bieszczadzki czas, kiedy przepadam i daję się porwać naturze.

Wędrujemy wśród zboczy oświetlonych wschodzącym słońcem i genialnej panoramy

Wędrujemy wśród zboczy oświetlonych wschodzącym słońcem i genialnej panoramy

Połoniną do Małej Rawki

Podążamy głównie połoniną, którą czasem przecinają niewielkie skupiska drzew, i tak przez kolejne 7 kilometrów, aż dotrzemy na Małą Rawkę. Im jesteśmy wyżej, tym wiatr mocniej duje, jednak w połączeniu z piękną pogodą jest do zniesienia. Szczyt Małej Rawki osiągamy po łącznie 2 h 50 minutach i niebawem ruszamy w kierunku Wielkiej Rawki, na którą czeka nas dodatkowe 20 minut. Wspaniała panorama na szczycie zmusza nas do postoju i choć wiatr duje jak oszalały, znajdujemy osłonięte miejsce za niewielką kopą i patrzymy w dal na Połoninę Wetlińską, Caryńską oraz grupę Tarnicy. Zbocza porośnięte buczyną mienią się w jesiennych barwach, a szum traw niesie ukojenie. Bieszczady działają na mnie wyjątkowo – to mój azyl i ucieczka.

Bieszczady – na styku Polski, Słowacji i Ukrainy

Niebawem kontynuujemy wędrówkę szlakiem żółtym aż do rozstaju, gdzie zmieniamy znaki na niebieskie. Na krzyżówce porządnie odczuwamy wiatr, więc czym prędzej uciekamy w kierunku kolejnego szczytu. Wędrówka granicą polsko-ukraińską przebiega już spokojnie, a po zapowiadanych 45 minutach docieramy na Kremenaros, na którym znajduje się trójstyk granic Polski, Słowacji i Ukrainy. Sam wierzchołek niestety jest mało efektowny, ponieważ jest zalesiony i widoków na nim nie uświadczymy. Po chwili ruszamy dalej szlakiem niebieskim, tym samym wkraczając w pasmo graniczne. Przewodniki straszą, że te rejony przewidziane są tylko dla wytrawnego turysty i trzeba się przygotować na forsowny marsz. Na szlaku na pewno nie spodziewamy się zapierających dech w piersiach panoram, ale szukamy zupełnie czegoś innego.

Podążamy głównie połoniną, którą czasem przecinają niewielkie skupiska drzew, i tak przez kolejne 7 kilometrów, aż dotrzemy na Małą Rawkę

Podążamy głównie połoniną, którą czasem przecinają niewielkie skupiska drzew, i tak przez kolejne 7 kilometrów, aż dotrzemy na Małą Rawkę

Dzikie łańcuchy górskie

Znikomy ruch turystyczny, szelest bukowych lasów, eksploracja nieznanego – to wszystko przemawia na TAK i przyciąga moją duszę niczym ćmę do światła. Trasa przewiduje zdobycie aż 6 szczytów na granicy polsko-słowackiej, a szlak przebiega naprzemiennie lasem i niewielkimi polanami. Najpierw pniemy się w górę, by po chwili tracić wysokość i tak 6 razy mniej lub bardziej intensywnie. Kolejno zdobywamy Kamienną, Hrubki, Czerteż, Borsuk, Czoło, by na koniec dotrzeć na Rabią Skałę, na której znajduje się platforma widokowa, pozwalająca na obserwację łańcuchów górskich na Ukrainie i Słowacji. Mnie ta panorama porywa totalnie, a dzikość tego miejsca, to coś niespotykanego i fenomenalnego.

Magia Bieszczadów

Niebawem wychodzimy na niesamowicie widokową polanę, gdzie horyzont się jeszcze poszerza, a ścieżka prowadzi pośród traw, muskających nasze dłonie. Czas niestety nas nagli, ponieważ pozostały zaledwie 3 godziny do zachodu słońca. Dlatego zatrzymujemy się tylko na moment i czym prędzej odbijamy w prawo na szlak żółty. Powoli godząc się z myślą, że pozostała nam tylko wędrówka lasem, niespodziewanie docieramy na Paportną, gdzie z nieskrywaną przyjemnością schowałabym się wśród źdźbeł trawy i w blasku zachodzącego słońca obserwowała bieszczadzkie zbocza. Kolejne cudowne miejsce, jednak słońce jest coraz niżej i nie pozostaje nam nic innego jak iść naprzód. Najpierw czeka nas utrata wysokości bardzo ostrym zboczem, by potem niewymagającym odcinkiem dotrzeć na Jawornik. Stąd pozostaje 45 minut marszu do Wetliny, które mija niespiesznie.

Tam czas wręcz zwalniał i miałam wrażenie, że godziny trwają jakby dłużej

Tam czas wręcz zwalniał i miałam wrażenie, że godziny trwają jakby dłużej

Dzisiejsza trasa choć faktycznie okazała się pętlą od świtu do zmierzchu, a czas nas nieco gonił, to zupełnie nie czułam żadnej presji na szlaku. Tam czas wręcz zwalniał i miałam wrażenie, że godziny trwają jakby dłużej. To chyba jest właśnie magia Bieszczadów, które mnie po raz kolejny zaczarowały. A trasę przez Dział, Rawki i pasmo graniczne polecam wszystkim poszukującym „tego czegoś” w górach.



Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych w Polityce prywatności.

Akceptuję